Dwie polskie drogi w deep-tech: fizyka kwantowa kontra błoto na budowie

Polski rynek technologiczny lubi proste narracje. Startup, runda seed, slajd z wykresem rosnącym pod kątem 45 stopni. Rzeczywistość jest mniej fotogeniczna i dużo bardziej zróżnicowana.
Weźmy dwa przykłady, które dzieli niemal wszystko poza jednym: obie historie pokazują, że w Polsce nie ma jednego wzoru na budowanie czegoś, co ma realną wartość.
Pierwsza historia zaczyna się od fizyki kwantowej i kończy w funduszu VC. Druga — na budowie, w błocie, z telefonem zamiast komputera.
Droga pierwsza: od komputerów kwantowych do inwestowania milionów
Dr Kris Kaczmarek opracował technologię, która pomogła powstać firmie produkującej komputery kwantowe. To nie jest typowa ścieżka startupowa — to praca naukowa, która przełożyła się na realny produkt deep-tech.
Efekt: miejsce na europejskiej liście Forbes 30 Under 30 i rola partnera w brytyjskim funduszu Ground State Ventures.
Dziś Kaczmarek nie buduje już wyłącznie własnej technologii — inwestuje w cudzą. Jeden z projektów, które wspiera, pozyskał 2,2 mln dolarów. Cel jest konkretny: sprawić, żeby programowanie komputerów kwantowych nie wymagało doktoratu z fizyki.
To ścieżka od głębokiej specjalizacji naukowej do kapitału, który tę specjalizację skaluje. Wymaga lat edukacji, dostępu do międzynarodowych sieci i cierpliwości, której polski rynek często nie ma czasu docenić.
Droga druga: błoto, KSeF i agenci AI bez obietnic x10
Zupełnie inny ton reprezentuje zespół Raisly. Tworzą oprogramowanie dla deweloperów budowlanych — po godzinach, bez funduszy VC i bez deklaracji o dziesięciokrotnym wzroście rok do roku.
Punkt wyjścia jest brutalnie prosty: człowiek stojący w błocie na budowie nie zaloguje się do systemu. Jeśli narzędzie tego nie uwzględnia, nie zostanie użyte — niezależnie od tego, jak zaawansowana jest technologia pod spodem.
Zamiast efektownych obietnic, twórcy Raisly koncentrują się na:
- agentach AI, które mają realnie odciążać pracę, a nie generować błędne dane,
- integracji z KSeF, czyli problemem, który dotyczy każdej firmy budowlanej w Polsce,
- finansach bez halucynacji — czyli danych, na których można faktycznie oprzeć decyzję.
To podejście wielomilionowego problemu rozwiązywanego małymi krokami, bez inwestorskiego parcia na wzrost za wszelką cenę.
Co łączy te dwie drogi, mimo że nic ich nie łączy
Na pierwszy rzut oka Kaczmarek i zespół Raisly nie mają ze sobą nic wspólnego. Jeden operuje na poziomie fizyki kwantowej i globalnego kapitału VC, drudzy — na poziomie błota, faktur i systemów księgowych.
A jednak obie historie łączy kilka rzeczy:
- Brak cierpliwości do pustych obietnic. Ani Kaczmarek, ani Raisly nie sprzedają wizji na wyrost — jeden inwestuje w konkretną technologię, drudzy rozwiązują konkretny problem.
- Zrozumienie realnego użytkownika. W jednym przypadku to naukowiec piszący kod kwantowy bez doktoratu z fizyki. W drugim — kierownik budowy, który nie ma czasu na skomplikowany interfejs.
- Długi horyzont zamiast szybkiego exitu. Fizyka kwantowa nie daje wyników w kwartał. Budownictwo też nie wybacza błędów wdrożeniowych popełnionych na skróty.
Dlaczego nie ma jednego wzoru
Polski deep-tech nie potrzebuje jednej ścieżki do naśladowania. Potrzebuje więcej takich kontrastów.
- Nie każdy sukces musi przechodzić przez rundę seed i pitch deck.
- Nie każdy problem wymaga fizyki kwantowej — czasem wystarczy dobrze zintegrować KSeF.
- Nie każdy founder musi mieć doktorat — czasem wystarczy znać realia budowy na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że nikt nie zaloguje się do systemu stojąc w błocie.
To, co łączy obie historie, to uczciwość wobec problemu, który się rozwiązuje. Nie wobec inwestora, nie wobec rynku medialnego — wobec faktycznej potrzeby.
Kluczowe wnioski
- W Polsce funkcjonują równolegle dwie skrajnie różne, ale skuteczne drogi budowania technologii: naukowo-inwestycyjna i pragmatyczno-operacyjna.
- Kris Kaczmarek pokazuje model: głęboka specjalizacja naukowa → sukces technologiczny → kapitał inwestycyjny wspierający kolejne projekty.
- Raisly pokazuje model: zrozumienie realnego problemu branżowego → rozwiązanie dopasowane do warunków pracy użytkownika → wzrost bez presji funduszy VC.
- Obie drogi łączy brak pustych obietnic i skupienie na konkretnym, sprawdzalnym rezultacie.
- Dla polskiego rynku deep-tech kluczowe jest zaakceptowanie, że nie istnieje jeden słuszny wzorzec sukcesu — liczy się dopasowanie metody do realnego problemu.